Inwałd 2013

Oblężenie twierdzy Inwałd 7-8 września AD 2013

W tym roku po raz pierwszy Inwałdzka Twierdza przyjęła pod swoje wzgórze grupy rekonstrukcyjne z różnych stron kraju. Na zgrupowanie zjechali tłumnie i radośnie. Wśród licznych entuzjastów spotkania w krainie smoków stawiła się również Zagończykowa Kompanija. W nieco uszczuplonym stanie, bowiem w tym samym czasie nasz Zagończyk Józef Piotr Poraj składał pokłon Królowi Janowi Sobieskiemu na wiedeńskim Kahlenbergu (o czym można przeczytać tutaj).

Beztroskie obozowanie przerwał nam spór wojewody z kasztelanem zamku inwałdzkiego, który to pohańbił dobre imię jego prababki . Szybko się okazało, że prababka była tylko pretekstem do zwady, a powodem dla którego tych dwóch szlachciców się poróżniło okazała się być córka kasztelana. Strzała kupidyna bezlitośnie popchała ku sobie ową córkę i znienawidzonego przez jej ojca wojewody. Walk, docinków i przepychanek nie było końca. W rezultacie bili się o nią trzy dni i dwie noce, wrześniowy gorący weekend promykami słońca dawał nadzieję, że wspólnymi siłami twierdzę tę zdobędziemy. Biliśmy się zarówno otwarcie jak i skrycie, wplątując do potyczki zarówno zorganizowane wojsko, muszkieterów, szermierzy jak i pospolite ruszenie, w tym również Zagończyków. Nawet nasza armarta „Jędrusiem” zwana nieprzerwanie grzmiała pokazując swoją moc ogniową w bitwach.

Ostatecznie po długich dniach ciężkich zmagań z orężem wojennym i twardym życiem obozowym stanęło na tym, że dobroduszny kasztelan mając na względzie uczucia córki przyjął wojewodę do rodziny mając w zamyśle, że lepiej zyskać kiepskiego zięcia niż stracić ukochaną córkę.

Dumni ze zwycięstwa obozowicze panoszyli się po obozie. Tu jedni machali szabelkami, tam drudzy ćwiczyli musztrę, a jeszcze inni cięli z łuków, wszyscy popisując się jedni przed drugimi. Inwałdzkie smoki czaiły się w pobliskim park rycząc i wyczekując dzielnych rycerzy a głównie dziewic i to nawet tych najstarszych. Kanclerz Robertus i Kniaziówna Diana dzielnie reprezentowali Kompaniję w turnieju łuczniczym. Kniahini zawróciła w głowie niejednemu mocpankowi, Kasztelanic Dawid chędożył jak mógł a Panna Katarzyna wytrwale pilnowała namiotu. Wieczorem niebo rozjaśnił teatr ognia, a następnie fajerwerki.

Dużym zainteresowaniem w naszym obozowisku cieszył się Bohun, kot o rysich rozmiarach, którego urokowi ulegali nawet najstarsi, oraz Aryai, dla której był to debiut na tego typu imprezach.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w Galerii.

Komentarze (0)

Dodaj odpowiedź

Dziękujemy za wystawienie komentarza

Poleć tą stronę:  
  
Copyright © 2010-2013 Zagończykowa Kompanija. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Design by Kanclerz Robertus
odwiedzin: 2939 dzisiaj: 33 on-line: 1 strona istnieje: 3193 dni ładowanie: 0.008 sek